Jeden Organizm / One organism

Przekraczając próg galerii właściwie każdorazowo wchodzimy do niecodziennej rzeczywistości. Z jednej strony możemy polegać wówczas na zmysłach, z drugiej zaś to czego doświadczamy na wystawie może znacząco odbiegać od znanych nam norm, wprowadzając dysonans. Swobodne doświadczanie możliwe jest dzięki stworzeniu odpowiedniej przestrzeni – sztucznie skonstruowanej, wymyślonej – w której eksperymentujemy i w której możemy się, nie tylko dosłownie, zanurzyć. 
Prezentowane na wystawie „Jeden organizm” obiekty były od kilkunastu miesięcy tworzone przez Patrycję Pi Pa Piwosz pod kątem projektu artystyczno-badawczego pod tym samym tytułem. Zgromadzone w sali artefakty są w założeniu mobline oraz mają się wzajemnie przenikać, mieszać, zazębiać. Znalazło się tu łącznie kilkanaście rzeźb i haptycznych obiektów wykonanych różnymi technikami, wchodzących ze sobą w premierowy dialog, a także towarzysząca im ścieżka dźwiękowa. 

Artystka świadomie rezygnuje z wykorzystania nowych technologii, zwracając się ku najprostszym zabiegom utrzymanym w duchu DIY (zrób to sam). Chce nas zaktywizować, poprzez danie nam tu czegoś do zrobienia, nakłonienie do tego, abyśmy wprawili jej prace w ruch. Na wystawie można w związku z tym dotykać niemalże wszystkich prac, w miarę możliwości przenosić je z miejsca na miejsce, a wedle uznania także położyć się wśród nich lub usiąść. 

Nie ma tu założonego „kierunku zwiedzania”, czy jednego klucza interpretacyjnego. Jesteśmy zachęcani do tego, żeby samodzielnie konstruować swoje doświadczenie wystawy. Nakładając na siebie niektóre z prezentowanych przedmiotów jesteśmy blisko dzieł, niejako wręcz się z nim stapiamy. Na chwilę zmieniamy się tym samym z obserwatora w uczestnika, z konsumenta we współtwórcę. 

Składające się na ekspozycję obiekty, oświetlenie czy dźwięk są tu samodzielnymi bytami, jednocześnie tworzącymi niepowtarzalny „ekosystem”, w którym najmniejszy element wpływa na działanie całości. Potrzeba jednak naszej ingerencji aby ten wymyślony, wykreowany świat ożywić i wyobraźnią nadać mu znaczenia.Całość może przywoływać skojarzenia z niecodzienną przymierzalnią, rekwizytornią lub magazynem osobliwych elementów garderoby, dziwnej biżuterii, czy zagadkowych przedmiotów. W intencji artystki mamy je przymierzać, testować na sobie czy też testować siebie w nich. 

Po co to wszystko? Aby umożliwić nam transformację naszej natury? To chyba niewykonalne. Otrzymujemy przestrzeń wypełnioną osobliwymi przedmiotami, z których większość może przymierzyć, nałożyć na ręce, nogi czy głowę. Otrzymujemy przestrzeń do doświadczania i autorefleksji, w której tymczasowo  możemy zmienić swój wygląd i sposób odczuwania. 

W „Jednym organizmie” wszystko jest ze sobą połączone, oddziałuje na siebie, wzajemnie się zmienia, bo choćbyśmy ulegli na chwilę złudzeniu, iż jesteśmy autonomicznymi jednostkami, zawsze pozostajemy częścią większej całości. To odwołanie do ludzkiego ciała, ale też szerzej domu, społeczeństwa i świata. 

/Joanna Tekla Woźniak /

Photo Kuba Zdanowicz / Arek Stankiewicz